,,Wystarczy 5 minut’’ brzmi podejrzanie. Bo przecież albo robisz wszystko, albo nie ma sensu, prawda? Dlatego zaprosiłam do rozmowy Juliana Sobiecha. Chciałam sprawdzić, czy jego nowa książka to marketingowy chwyt, czy realna zmiana przy względnie niedużym nakładzie sił.
Olga Daliga: Cześć, dzień dobry, cieszę się, że będziemy mogli porozmawiać.
Julian Sobiech: Cześć!
OD: Mam obserwację, że czytelnicy (w tym ja) są bardzo zmęczeni książkami, które dużo obiecywały, a niekoniecznie przyniosły efekt. Wiem, że sama lektura to za mało, żeby doświadczyć zmiany, ale w czym Twoja książka różni się od tych, które możemy znaleźć na rynku?
JS: Już sama lektura „Wystarczy pięć minut” wnosi wiele, bo poszerza nasz własny zbiór argumentów, dlaczego warto dbać o zdrowie i patrzeć na nie w długofalowej perspektywie. Wprawdzie człowiek to nie kalkulator, ale zawsze nieco łatwiej żyć zdrowo i budować nawyki, jeśli ma się ku temu mnóstwo racjonalnych powodów.
Książka jest w 100% skupiona na korzyściach dla odbiorcy. Powinien więc zrozumieć ją każdy, kto styka się z zagadnieniami choćby i po raz pierwszy. Jest też przystosowana do tego, by co jakiś czas łatwo przypominać sobie kluczowe treści – temu służy podsumowanie „W pigułce” oraz plany minimum i optimum zawarte na końcu każdego rozdziału. To szalenie ważne – bo w rozwoju nie chodzi tylko o to, by stale uczyć się nowych rzeczy, ale przede wszystkim by powtarzać fundamenty i nie pozwolić, żeby się rozmyły.
OD: W świecie, w którym wszystko ma być ,,optymalne’’, 5 minut może brzmieć jak żart, prowokacja albo marketingowy ,,hook’’. Czy chodzi o 5 minut codziennie? Tygodniowo? I co realnie może się zmienić w tak krótkim czasie?
JS: Tytułowe 5 minut to przede wszystkim symbol wszystkich najdrobniejszych, a ultraskutecznych rzeczy, jakie możemy zrobić dla zdrowia. Zawsze trzeba będzie w to włożyć nieco czasu i energii, ale dużo mniej, niż mogłoby się wydawać.
W wielu przypadkach ma jednak także zastosowanie dosłowne. W pięć minut możemy uspokoić układ nerwowy, opanować stres, przetrenować całą partię mięśni, zrobić trening kondycyjny czy przeprowadzić na sobie dwuminutowy test głodu, który całkiem nieźle zapobiega emocjonalnemu podjadaniu.
OD: W książce piszesz: „Nie czekaj na idealne warunki. Użyj tego, co masz’’. Jak sądzisz, dlaczego tak trudno nam zacząć z tym, co mamy? Dlaczego wciąż czekamy na to ,,lepiej’’? Z mojej perspektywy (psycholożki) często widzę, że to nie brak wiedzy nas blokuje, tylko perfekcjonizm, lęk przed porażką albo myśl: „jeśli zaczynać, to na 100%’’. Jak Ty to widzisz?
JS: Widzę to bardzo podobnie i temu właśnie m.in. służy książka – by rozwiać te obiekcje. Zwłaszcza że absolutnie nie musimy wypruwać z siebie żył ani biegać maratonów – do zdrowia naprawdę wystarczą proste rzeczy, które są w zasięgu praktycznie każdej osoby.
Od braku wiedzy groźniejszy jest jej nadmiar – dziś w internecie można znaleźć za darmo zaawansowaną wiedzę niemal na każdy temat, a swoje „protokoły długowieczności” publikują lekarze czy multimilionerzy. Bardzo trudno odnaleźć się w tym gąszczu sprzecznych metod, dlatego w książce podpowiadam najprostsze, zdroworozsądkowe i dobrze przebadane ścieżki.
OD: Jednym z ważnych wątków w książce jest elastyczność. W świecie, w którym ciągle coś się zmienia, wydaje się kluczowa. Jak ją rozwijać, kiedy jesteśmy przemęczeni i przebodźcowani? Czy elastyczność to cecha, z którą się rodzimy, czy raczej umiejętność, którą można ćwiczyć? I od czego warto zacząć?
JS: Z pewnością jest to cecha częściowo determinowana genetycznie – powiązana chociażby z „genem przygody”, który posiada 10-20% Europejczyków. Mamy jednak narzędzia, które ułatwiają nam życie nawet bez specjalnych predyspozycji.
Antoine de Saint-Exupéry powiedział kiedyś, że doskonałość osiągamy nie wtedy, gdy nie ma już nic do dodania, ale wtedy, gdy nie ma już czego odjąć. Podobną filozofię propaguje też Miłosz Brzeziński – mamy pozbywać się z otoczenia wszystkiego, co nam ciąży, szkodzi lub rozprasza, a zadania, jakie mamy do zrobienia, powinniśmy ciąć na najmniejsze możliwe do przełknięcia kawałeczki. Tak małe, żeby mózg nawet nie zorientował się, że coś mogłoby w nich być trudne.
OD: W książce poruszasz też temat stresu. Piszesz, że nie zawsze jest wrogiem. To rozszerzające perspektywę podejście. Jak możemy nauczyć się korzystać ze stresu zamiast z nim walczyć?
JS: Mało tego – dla organizmu stresem mogą być nie tylko czynniki psychiczne, ale i fizyczne. Dokładnie tym jest spacerowanie, treningi sportowe czy ekspozycja na skrajne temperatury – choćby za pomocą sauny. I całe sedno tkwi w tym, że małe, kontrolowane dawki stresu nie tylko nas nie niszczą, ale wręcz „szczepią” nas na trudności, zwiększają naszą wytrzymałość i wspomagają działanie tzw. genów długowieczności. Podobnie działa to z psychicznymi wyzwaniami – pokonywanie drobnych przeszkód, które są w zasięgu naszych możliwości, sprzyja budowaniu w nas poczucia skuteczności i wysokiej samooceny.
Z praktycznego punktu widzenia zachęcam do tego, by każdy poznał chociaż jedną technikę relaksacyjną, którą będzie potrafił przywołać nawet w najgorszych sytuacjach. Zdrowy styl życia również buduje odporność na stres – człowiek wyspany, rozruszany i dobrze dokarmiony statystycznie dużo łatwiej zapanuje nad sobą i swoimi emocjami. I oczywiście warto otaczać się ludźmi, którzy są nam życzliwi i sami dobrze znoszą stres – bo nasza odporność to wypadkowa tego, jak radzimy sobie my i ludzie wokół nas.
OD: Gdyby ktoś miał zapamiętać z tej książki tylko jedną myśl, co chciałbyś, żeby to było?
JS: Zmiana nie wymaga rewolucji. Wymaga pięciu minut – i decyzji, by je sobie dać.
OD: To piękne zdanie, bardzo rozszerza perspektywę. Dziękuję za rozmowę.
JS: Ja również bardzo dziękuję.

To, co mnie w tej książce ujęło, to brak presji. Nie ma tu narracji: ,,jeśli nie robisz wszystkiego, to robisz za mało’’. Jest raczej: ,,zrób tyle, ile możesz, ale regularnie’’.
I myślę, że to właśnie może być ulgą, szczególnie dla kobiet, które przez lata były ,,tymi silnymi’’, ,,tymi ogarniętymi’’, ,,tymi, które zawsze dają radę’’.
Jeśli jesteś w miejscu: ,,chcę coś zmienić, ale nie mam już siły i cierpliwości na kolejną rewolucję’’, to może być dobry moment na tę książkę, zapraszam 🙂
Tekst powstał w ramach płatnej współpracy z Wydawnictwem Muza.


Dodaj komentarz